Rozdział 13: Wiara jest drogą... (Szykola Nudlinska)


14 Listopad


                Wiara jest drogą, wiara jest drogą, wiara jest drogą… - Ciągle powtarzałam w głowie te słowa. Taikaruji faktycznie wiele swojej reputacji zawdzięczało tej wartości. Odkąd przybył do nas Karma, zaczęłam rozumieć czego chcieli ludzie i w żadnym stopniu nie byłam to ja. Byłam za miękka, potrafiłam to zauważyć. Dzięki swojej stójce, Five Finger Dupacz, nie musiałam martwić się samotnością. Taika, Koplinka i Goodbyely były przy mnie, nieważne co. Może Karma lepiej sobie radził jako burmistrz, jednak nie mógł mieć tego co ja. Wiecznego poparcia.
                Five Finger Dupacz była prosta w działaniu – mogłam kontrolować maksymalnie do pięciu osób, jednak ci ludzie sami musieli mnie lubić, wręcz wysławiać. Nie lubiłam oceniać samej siebie, ale skoro ten stand działał to coś musiało być na rzeczy. Pytałam o to ludzi nieraz, zawsze uzyskując odpowiedź: ,,Wytwarzasz bardzo specyficzną i dziwną aurę’’. Miało to jednak dwie strony. Z powodu tej samej aury niektórzy ludzie nienawidzili mnie praktycznie za nic, a ja nie mogłam temu zaradzić. Five Finger Dupacz miał postać podobną do zwierzęcia chodzącego na czterech nogach o pięciu głowach. Cały pokryty był śluzem koloru białego, takiego samego jak jego ciało. Musiałam przyznać, wyglądał ohydnie.
                Pamiętam dzień w którym pojawił się Karma. Byłam w wielkiej, ciemnej dupie jeśli chodzi o zarządzanie. Na ulicach pojawiały się zamieszki, a osoba która była moim sobowtórem powoli przechodziła przez załamanie nerwowe. Tajemniczy mężczyzna pojawił się znikąd i pomógł zapanować nad sytuacją. Nie chciał nic w zamian, powiedział: ,,Z czasem moje wynagrodzenie samo przyjdzie’’. Wiele razy obiło mi się o uszy, że szukał ,,dziecka czystej krwi’’ ale nikt nie miał pojęcia o co chodziło, w również ja. Nie zamierzałam wnikać dopóki, dopóty robił swoją robotę. Dziewczyny miały problemy co do zaakceptowania go, ale po czasie się przyzwyczaiły. Musiały.
                Kolejna msza miała zaraz się zacząć kiedy byłyśmy z Taiką blisko kaplicy. Karma wymagał chodzenia w błękitnym płaszczu, żeby móc wejść, więc musiałyśmy się w takowy zaopatrzyć. Stałyśmy przed ogromną, żeliwną bramą o czarnym kolorze. Budynek kaplicy był ogromny, zbudowany na wzór architektury gotyckiej. Wiele strzelistych wież, okien powypełnianych witrażami i bogato zdobionych portali znajdowało się przed naszymi oczami.
- Pięknie tu. – Ciszę przerwała Taika. Musiałam przyznać jej rację, naprawdę była to uczta dla oczu.
- To prawda, prawdziwa uczta dla oczu, co?
- Jestem ciekawa czy w środku będzie podobnie. – Odpowiedziała, stawiając po kolei kilka kroków w stronę wejścia do kościoła. Nie pozostając z tyłu, dołączyłam do niej i już po chwili byłyśmy w środku. Atmosfera w środku wywoływała gęsią skórkę. Było okropnie ciemno, a jedynymi źródłami światła były świece o czerwonych płomieniach. Dało się zapomnieć o tym, że to kościół, a łatwo założyć że odbywają się tutaj spotkania jakiejś sekty. Po lewej stronie, przymocowany do ogromnego filaru, umiejscowiony było naczynie z wodą święconą. Razem z Taiką zamoczyłyśmy dłonie i się przeżegnałyśmy. Coś sprawiało, że po moich plecach właśnie teraz przechodziły ciarki. Coś podświadomie dawało mi znać żeby stąd odejść, a ja nie chciałam się tego słuchać. Szłyśmy dalej, przechodząc obok niezliczonej ilości ludzi w błękitnych szatach, aż w końcu znalazłyśmy wolne miejsce. Spojrzałam na bardzo jasne włosy Taiki, lubiłam na nie patrzeć. Moje były ciemniejsze, pasujące do błękitnych oczu. Jej koloru oczu nigdy nie udało mi się odgadnąć, podejrzewałam że są piwne. Jeśli chodzi o budowę ciała, byłyśmy podobne, niczym wyróżniające od innych spotykanych losowo kobiet.
- Dziękuję wszystkim za przybycie i spotkanie w Domu Bożym! – Starszy mężczyzna o czerwonych włosach wyszedł nam wszystkim naprzeciw. Rozpoznałam w nim Karmę. Był skryty pod ogromnym, miętowym płaszczem ze złotymi zdobieniami. – Dzisiaj dokonamy przełomu! Jesteśmy blisko namierzenia obydwu dzieci czystej krwi! Są tutaj, w Tomashowku. Musimy je znaleźć i powiedzieć prawdę. Tylko wtedy osiągniemy niebo. Żeby to zrobić, zobaczcie! – Po tych słowach wyciągnął z kieszeni żyletkę całą zakrytą białym kolorem, wyglądała uroczo. Zamachnął się, a przed nim powstała jakby wyrwa w czasoprzestrzeni z neonowym podświetleniem. Słyszałam o tym wcześniej, więc byłam jak najbardziej ciekawa czy to prawdziwe informacje. Spojrzałam w wyrwę, a obraz spełnił moje oczekiwania. Zobaczyłam w nim Karmę, który podchodzi… do mnie? Obok mnie stał nieznajomy mi mężczyzna z brązowymi włosami i czarnym kapeluszem, co najdziwniejsze miał ogon bobra. – Przejmiemy na początek tę dzielnicę, a potem każdą kolejną! Będziemy się przygotowywać na ostateczną walkę dobra ze złem! Jako przyszły prezydent Taikaruji, obiecuję wam, że już niedługo NanBuklear będzie nasze!

Komentarze