14 Listopad
Wiara
jest drogą, wiara jest drogą, wiara jest drogą… - Ciągle powtarzałam w głowie
te słowa. Taikaruji faktycznie wiele swojej reputacji zawdzięczało tej
wartości. Odkąd przybył do nas Karma,
zaczęłam rozumieć czego chcieli ludzie i w żadnym stopniu nie byłam to ja.
Byłam za miękka, potrafiłam to zauważyć. Dzięki swojej stójce, Five Finger Dupacz, nie musiałam martwić się samotnością. Taika, Koplinka i Goodbyely
były przy mnie, nieważne co. Może Karma lepiej sobie radził jako burmistrz,
jednak nie mógł mieć tego co ja. Wiecznego poparcia.
Five
Finger Dupacz była prosta w działaniu – mogłam kontrolować maksymalnie do
pięciu osób, jednak ci ludzie sami musieli mnie lubić, wręcz wysławiać. Nie lubiłam
oceniać samej siebie, ale skoro ten stand działał to coś musiało być na rzeczy.
Pytałam o to ludzi nieraz, zawsze uzyskując odpowiedź: ,,Wytwarzasz bardzo
specyficzną i dziwną aurę’’. Miało to jednak dwie strony. Z powodu tej samej
aury niektórzy ludzie nienawidzili mnie praktycznie za nic, a ja nie mogłam
temu zaradzić. Five Finger Dupacz miał postać podobną do zwierzęcia chodzącego
na czterech nogach o pięciu głowach. Cały pokryty był śluzem koloru białego,
takiego samego jak jego ciało. Musiałam przyznać, wyglądał ohydnie.
Pamiętam
dzień w którym pojawił się Karma. Byłam w wielkiej, ciemnej dupie jeśli chodzi
o zarządzanie. Na ulicach pojawiały się zamieszki, a osoba która była moim
sobowtórem powoli przechodziła przez załamanie nerwowe. Tajemniczy mężczyzna
pojawił się znikąd i pomógł zapanować nad sytuacją. Nie chciał nic w zamian,
powiedział: ,,Z czasem moje wynagrodzenie samo przyjdzie’’. Wiele razy obiło mi
się o uszy, że szukał ,,dziecka czystej krwi’’ ale nikt nie miał pojęcia o co
chodziło, w również ja. Nie zamierzałam wnikać dopóki, dopóty robił swoją
robotę. Dziewczyny miały problemy co do zaakceptowania go, ale po czasie się
przyzwyczaiły. Musiały.
Kolejna
msza miała zaraz się zacząć kiedy byłyśmy z Taiką blisko kaplicy. Karma wymagał
chodzenia w błękitnym płaszczu, żeby móc wejść, więc musiałyśmy się w takowy
zaopatrzyć. Stałyśmy przed ogromną, żeliwną bramą o czarnym kolorze. Budynek
kaplicy był ogromny, zbudowany na wzór architektury gotyckiej. Wiele
strzelistych wież, okien powypełnianych witrażami i bogato zdobionych portali
znajdowało się przed naszymi oczami.
- Pięknie tu. – Ciszę przerwała Taika. Musiałam przyznać jej
rację, naprawdę była to uczta dla oczu.
- To prawda, prawdziwa uczta dla oczu, co?
- Jestem ciekawa czy w środku będzie podobnie. –
Odpowiedziała, stawiając po kolei kilka kroków w stronę wejścia do kościoła. Nie
pozostając z tyłu, dołączyłam do niej i już po chwili byłyśmy w środku.
Atmosfera w środku wywoływała gęsią skórkę. Było okropnie ciemno, a jedynymi
źródłami światła były świece o czerwonych płomieniach. Dało się zapomnieć o
tym, że to kościół, a łatwo założyć że odbywają się tutaj spotkania jakiejś
sekty. Po lewej stronie, przymocowany do ogromnego filaru, umiejscowiony było
naczynie z wodą święconą. Razem z Taiką zamoczyłyśmy dłonie i się
przeżegnałyśmy. Coś sprawiało, że po moich plecach właśnie teraz przechodziły
ciarki. Coś podświadomie dawało mi znać żeby stąd odejść, a ja nie chciałam się
tego słuchać. Szłyśmy dalej, przechodząc obok niezliczonej ilości ludzi w
błękitnych szatach, aż w końcu znalazłyśmy wolne miejsce. Spojrzałam na bardzo
jasne włosy Taiki, lubiłam na nie patrzeć. Moje były ciemniejsze, pasujące do
błękitnych oczu. Jej koloru oczu nigdy nie udało mi się odgadnąć, podejrzewałam
że są piwne. Jeśli chodzi o budowę ciała, byłyśmy podobne, niczym wyróżniające
od innych spotykanych losowo kobiet.
- Dziękuję wszystkim za przybycie i spotkanie w Domu Bożym!
– Starszy mężczyzna o czerwonych włosach wyszedł nam wszystkim naprzeciw.
Rozpoznałam w nim Karmę. Był skryty pod ogromnym, miętowym płaszczem ze złotymi
zdobieniami. – Dzisiaj dokonamy przełomu! Jesteśmy blisko namierzenia obydwu
dzieci czystej krwi! Są tutaj, w Tomashowku. Musimy je znaleźć i powiedzieć
prawdę. Tylko wtedy osiągniemy niebo. Żeby to zrobić, zobaczcie! – Po tych
słowach wyciągnął z kieszeni żyletkę całą zakrytą białym kolorem, wyglądała
uroczo. Zamachnął się, a przed nim powstała jakby wyrwa w czasoprzestrzeni z
neonowym podświetleniem. Słyszałam o tym wcześniej, więc byłam jak najbardziej
ciekawa czy to prawdziwe informacje. Spojrzałam w wyrwę, a obraz spełnił moje
oczekiwania. Zobaczyłam w nim Karmę, który podchodzi… do mnie? Obok mnie stał
nieznajomy mi mężczyzna z brązowymi włosami i czarnym kapeluszem, co
najdziwniejsze miał ogon bobra. – Przejmiemy na początek tę dzielnicę, a potem
każdą kolejną! Będziemy się przygotowywać na ostateczną walkę dobra ze złem!
Jako przyszły prezydent Taikaruji, obiecuję wam, że już niedługo NanBuklear
będzie nasze!
Komentarze
Prześlij komentarz