Rozdział 16: Skrzypek (Kaka Katwar)


15 Listopad

Nawet nie zdążyłem otworzyć dobrze oczu, a już z prawej strony przywitał mnie zatroskany głos. 
- Wreszcie się obudziłeś! Nic ci nie jest? – Poczułem jak kobieta próbuje pomóc mi wstać z drewnianego podłoża. Moja twarz była czerwona, musiała się całkiem odcisnąć. Ile czasu już tutaj leżałem? Co się w ogóle stało? Byliśmy w kryjówce i nagle potem moja pamięć się urywała. Powoli wstałem i na szybko poprawiłem włosy, związując je gumką. Spojrzałem na Juliię i stojącego nieopodal Bolko. 
- Chyba nie. Gdzie my w ogóle jesteśmy? – Zapytałem, spoglądając na czarne niebo i kontrastujące na nim białe kropki zwane gwiazdami. Musiało minąć kilka godzin albo cały dzień, jeśli noc nadal się nie skończyła. Nagle zrobiło mi się niedobrze. Mogłem winić tylko samego siebie, prawdopodobnie kac będzie mnie zaraz zabijać. 
- Prawdopodobnie zostaliśmy porwani przez Dangozjebuf, jednak nie mam pojęcia gdzie jesteśmy. Równie dobrze możemy być gdzieś daleko poza Tomashowkiem. – Nie miałem na to wszystko czasu. Chciałem jak najszybciej się stąd wydostać i zostać sam. Nowy Heartbreaker nie daje mi spokoju. A co jeśli skrzywdzę nim kogoś mi bliskiego? Nie chcę tego. Nie mogę tego zrobić. Opierałem się głową o swoją dłoń, zauważając coś ciężkiego na nadgarstku. Bransoletka o czerwono-zielonym kolorze na wyświetlaczu pokazywała literę: ,,L’’. Spojrzałem po moich towarzyszach, również takie mieli. Co to miało znaczyć? Czy dla kogoś było to tylko pierdoloną grą? Naprawdę nie chciałem się teraz w to bawić. Rozejrzałem się wokoło. Byliśmy na czymś podobnym do łodzi z drewnianą podłogą. Na lewo ode umiejscowione były schody prowadzące do górnej części pomieszczenia. 
- Sprawdzaliście tamte drzwi na górze? – Zapytałem prowizorycznie. Odpowiedź była przecząca, co mnie mocno zdziwiło. Naprawdę tak mocno czekali jak się wybudzę? Myślałem, że przynajmniej Borbo przystąpi do działania. Tracimy tutaj czas. Wszedłem po wcześniej wspominanych schodach i podszedłem do metalowych drzwi które stały centralnie przede mną. Miałem już praktycznie dłoń na klamce, ale cofnąłem się. Drzwi same z siebie się ruszyły, a ja odsunąłem na bok. Po chwili momentalnie wyleciały do przodu, wyrywając nawet zawiasy. Odruchowo zasłoniłem oczy rękoma, ale nic to nie dało. Usłyszałem po chwili kaszlenie i charakterystyczny, znajomy głos. 
- Ale jestem big brainem, bez kitu. – Kobieta poprawiła swoją pomarańczowo-czerwoną czapkę z daszkiem i otrzepała kurz z dresowej kurtki o tych samych barwach. Za Deredess kroczył mężczyzna z okularami o prostokątnych oprawkach i wyjątkowym ubiorze, Zawadzieuo. Szczerze się ucieszyłem, że prawdopodobnie jesteśmy tutaj wszyscy. Liczyłem tylko, że Rafau i Jacub niedługo się pojawią. Adda podeszła do mnie i przytuliła, natomiast Maciei nawet nie zerknął. ,,Nie zamierzam ci pomagać na siłę’’. 
- Widzieliście resztę? – Zapytał Zawadzieuo Borbo, jednak odpowiedź nie była satysfakcjonująca. Po samym sposobie zadania pytania można było wywnioskować, że oni również ich nie widzieli. Wymieniliśmy się informacjami, jednak za wiele ich nie było. Zostaliśmy porwani, wiadomo przez kogo, nie wiadomo gdzie jesteśmy. Nikt z tamtej dwójki nie doniósł nic nowego. Obserwowałem Zawadzieuo, który teraz jakby próbował sprawdzić jak daleko by poleciał gdyby chciał ze skoczyć z jachtu. 
- Nie ma sensu. Otacza nas praktycznie nie widzialna szklana powłoka, której przynajmniej ja nie umiałem rozwalić. Zawsze możesz spróbować. – Zabił jego nadzieje Bolko. Podszedłem do prezesa i razem z nim uderzałem pięściami w ścianę. Minęło kilka minut, a my nadal nie byliśmy w stanie wywołać nawet zadrapania. 
- Dajcie sobie spokój, bo jeszcze się na tym połamiecie. Jakoś inaczej będziemy musieli się stąd wydostać. – Na te słowa Musiau faktycznie straciłem całą ochotę na uderzanie w powłokę. Nagle do naszych uszu dotarł komunikat.
,,Drodzy Szydercy! 
Wszyscy już opuścili swoje pomieszczenia startowe co oznacza, że mamy komplet. Zapraszam każdego na piętro rejsowe, lokalizację macie na swoich bransoletkach. Tam po krótce przedstawię wam sytuację w jakiej się znajdujecie i co macie robić. 
Pozdrowionka!’’
Piętro rejsowe? Czy chodziło o to miejsce w którym się teraz znajdowaliśmy? Nasze bransoletki zaczęły pikać i emitować czerwone światło. Uderzyłem wyświetlacz palcem, a zaraz potem wyświetliła się mapa, prawdopodobnie całego tego kompleksu. Z niej wyczytałem, że poza tym są jeszcze trzy inne piętra na których nie byliśmy. Zaraz po komunikacie, za moimi plecami usłyszałem dźwięk podobny do tego który wydają automatyczne drzwi w supermarketach. Szklana powłoka faktycznie się rozsunęła, ujawniając nam coś na wzór tajemnego przejścia, a w nim umiejscowionych schodów. Dwa uśmiechnięte i znane oblicza szły w naszą stronę. Zbiłem piątkę z Jacubem i Rafau’em. Podzieliliśmy się informacjami z piętra rejsowego i czekaliśmy na ich wersję wydarzeń. 
- Kiedy wszedłem do windy okazało się, że mogę jechać tylko na jedno piętro i to w górę więc kliknąłem przycisk i pojawiłem się na korytarzu obok Rafau’a. – Zrelacjonował Jusiau. 
- Ja opuściłem swoje pomieszczenie z zagadką i otworzyły się drzwi prowadzące na korytarz, na którym się spotkaliśmy. Swoją drogą, wy też nie możecie używać stójek, prawda? – Huh? Skąd takie pytanie? W sumie wcześniej tego nie sprawdzałem, nie miałem powodu. Skupiłem się ale Heartbreaker się nie materializował. Szczerze mówiąc, byłem ucieszony. Nie chciałem go teraz widzieć, poniekąd sam się go bałem. Jeśli przez ten czas kiedy będziemy w tym kompleksie go nie użyję, to mi jest z tym na rękę. Nie chcę naprawdę o nim teraz myśleć. 
Nagle wyświetlacze na bransoletkach, które nosili wszyscy, się podświetliły. Wyraźnie widoczne litery: ,,O’’, ,,U’’ , ,,L’’, ,,B’’, ,,E’’ oraz powtórzona litera ,,D’’. Nikt nie miał bladego pojęcia o co mogło z tym chodzić. Po chwili z sufitu obok schodów na górny pokład zsunął się jakiś ogromny monitor, a wyświetlany na nim obraz przedstawiał kobietę, blondynkę, o całkiem pokaźnych rozmiarów piersiach. 
,,Witam wszystkich! 
Nie znacie mnie, co nie oznacza że musicie poznać. Pewnie zastanawiacie się o co chodzi z tymi literami na waszych bransoletach, otóż to wasze przepustki do kolejnych pokoi. Przez jedne drzwi może przejść maksymalnie trójka osób, jeśli przejdzie chociaż jedna więcej, cóż - wolałabym na waszym miejscu się nie przekonywać. Wydostaniecie się z tego miejsca, kiedy odnajdziecie drzwi oznakowane jako ,,DD’’ i w panelu który się przy nich znajduje wpiszecie moje imię. Oh, zapomniałabym wspomnieć. Uciec mogą tylko dwie osoby. Kiedy ktoś umrze, bransoletka automatycznie spada z jego ręki, więc można ją zabrać.
Życzę wszystkim powodzenia!’’

Komunikat wypowiedziany przez kobietę się skończył, a ja zdębiałem. Tylko dwie osoby? To musiało być kłamstwo. Po co porywaliby nas wszystkich jeśli chcieli potem i tak zostawić przy życiu dwie osoby? To nie miało sensu, ani ociupinki. Mój mózg nie potrafił się jednak oprzeć tej mrocznej myśli. ,,Z kim chcę uciec?’’ – krążyła po zakątkach mojego umysłu. Pierwszą osobą która przyszła mi na myśl była oczywiście Juliia. Jak mógłbym skazać na śmierć własną matkę? To byłoby więcej niż okrutne. Gdybym ją zostawił, nie spojrzałbym już na siebie w lustrze. Po chwili jednak mój wzrok powędrował w stronę Codaca. ,,Jego też nie chciałbym zostawiać…’’. Przez ułamek sekundy zastanowiłem się nad wyborem innym niż ja. Poświęcić się za niego i Juliię? Ale nie. Obiecałem sobie stać się silniejszym i ją chronić, tak też zamierzać zrobić. Muszę wyjść stąd żywy. 
- Dobra, wszyscy podejdźcie do mnie! – Inicjatywę przejął Borbo. Tak naprawdę każdy z nas miał w głowie ten sam proces myślowy co ja, zmieniały się prawdopodobnie tylko osoby. Podeszliśmy więc, zerkając obojętnie na mapę wyświetloną w bransoletce Bolko. Jednym palcem wskazywał pokój na piętrze rejsowym na którego drzwiach widniała czarna kropka. – Te pokoje z kropkami są prawdopodobnie związane z zasadą trzech osób, będziemy musieli to sprawdzić. Powinniśmy się podzielić na dwie grupy po trzy i cztery osoby, a następnie jedna grupa sprawdzi resztę tego piętra, a druga całe piętro ,,hotelowe’’. Teraz pytanie, jakie dwie osoby oprócz mnie chcą tutaj zostać? – Zanim zdążyłem się odezwać, Adda i Juliia miały ręce w górze. – Dobrze, w takim razie reszta na górę. 
- Kurwa, a miałem ochotę obadać dalej to piętro. – Skwitował Jacub. 
- Same, bro. No cóż, tak to jest przy wolnym czasie reakcji. Życzę wam powodzenia tak czy siak. – Powiedziałem w stronę trzyosobowej grupy, a następnie ja, Jacub, Maciei i Rafau udaliśmy się schodami w górę. 
No cóż, nudziło nam się. 
- Krajowe drogi! Zabierzcie mnie do domuuu! Do miejsca, do którego należę! – Zaczął Jacub. 
- Zachodnia Wirginioo! – Dołączył się Maciei. 
- Górna matka! – Zaśpiewał Rafau. 
- Zabierzcie mnie do domu! Krajowe drogiiii! -  Skończyłem idealnie na ostatnich schodku. Wspięliśmy się na piętro hotelowe, które faktycznie zawdzięczało swoją nazwę elegancko wystrojonym korytarzom z klimatycznym światłem. Cały wcześniejszy zabawowy klimat magicznie zniknął, szliśmy w ciszy trafiając powoli do szerszej części piętra. Na ścianach teraz dodatkowo wisiały stancje Drogi Krzyżowej. To wszystko było dla kogoś jakąś pojebaną grą, a ja zamierzałem ją wygrać i sprawić że będzie cierpieć gorzej niż my tutaj. Po naszej prawej stronie niespodziewanie znalazła się metalowa szafka z kilkoma szufladami. Podeszliśmy do niej, a ja oparłem rękę o okoliczną ścianę. Zawadzieuo przetrzepywał każdą szufladę raz za razem, aż w końcu wszyscy usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Brzmiał jakby jakiś mechanizm zaczął działać i zanim zdążyliśmy się zastanowić co to mogło być, ten kawałek ściany na którym się opierałem się zsunął, a ja upadłem na ziemię. Zamknąłem odruchowo oczy, jednak po chwili je otworzyłem, a przede mną ukazał się widok młodej dziewczyny, blondynki. Niemalże zetknęliśmy się ustami, ale kobieta spłonęła rumieńcem i szybko ze mnie zeszła, odsuwając na bok. Mój wzrok poleciał w kierunku jej nadgarstka, nie miała bransoletki. 
- K-Kaka? – Zapytała, prawdopodobnie retorycznie. Znaliśmy się. Kurwa mać, czemu to wszystko działo się tak naraz? 
- Allein? Co ty tutaj robisz? Nie miałaś być w Forg? – Allein Klubb. Naprawdę nie chciałem wracać do niej pamięcią. Nie chciałem przypominać sobie naszych wspólnych chwil. To wszystko to było za dużo. 
- To nie jesteśmy w Forg? Niczego nie pamiętam… - Huh? Została porwana tak samo jak my? No cóż, żadna inna możliwość nie przychodziła tak naprawdę do głowy.
- Jesteśmy w Tomashowku. Prawdopodobnie zostaliśmy porwani przez ludzi zwanych Dangozjeby, rządzących Yamadżumą. 
- Huh? Naprawdę niczego nie pamiętam! – Słyszałem panikę w jej głosie. Podszedłem i przytuliłem ją. Musiałem uważać na jej związane w dwa kucyki blond włosy. Podobał mi się jej dobór kolorów. Rajstopy i rękawy w zebrę idealnie kontrastowały z fiołkową spódniczką. Kiedy staliśmy razem zamrożeni w chwili, coś nam przerwało. Usłyszałem muzykę, piękną melodię jakby graną na..
- Skrzypce. Ktoś gra z tamtej strony na skrzypach. – Oznajmiłem wszystkim, wyrywając się z uścisku i kucając. Wszyscy oprócz Allein również zrobili to instynktownie. – Musi być tutaj ktoś jeszcze, jednak nie wiemy czy to nie wróg. Kucnij i chodź za nami, ale powoli. – Wytłumaczyłem dziewczynie i chwyciłem jej dłoń udając się w stronę dźwięku. Melodia z każdym krokiem była coraz głośniejsza. Po kilku sekundach znaleźliśmy w przejściu do jeszcze większego pomieszczenia przypominającego scenę. Wszystkie światła momentalnie skupiły swoją uwagę prawdopodobnie na mnie. Jako jedyny z nich wszystkich nie westchnąłem kiedy to się stało. Czułem, że coś jest nie tak i miałem rację. Dłoń Allein zniknęła. Odwróciłem się i nie ujrzałem nikogo. Odpaliła się reszta świateł tym razem skierowana już na scenę, idealnie skupiały się na grającym skrzypku. Podszedłem bliżej, dokładnie obserwując mężczyznę. Musiałem przyznać, że grał ładnie, nie fałszował, znał się na tym. Lubiłem muzykę klasyczną, uspokajała mnie, nawet w takich momentach. Nieznajomy miał zamknięte oczy, zdecydowanie wczuwał się w to co robił. Usiadłem w pierwszym rzędzie krzeseł po lewej stronie. Drewniane krzesło zaskrzeczało na tyle, że mężczyzna otworzył oczy. Zacząłem klaskać. 
- Brawo, brawo! – Krzyczałem z uśmiechem na twarzy. Czekałem tylko na reakcję. Byłem praktycznie na dziewięćdziesiąt procent pewien, że jest on wrogiem. Coś jednak nadal chciało wierzyć w pozostałe dziesięć. Nieznajomy w białej koszuli i czarnym krawacie w paski nie odpowiedział jednak nic, tylko lekko się ukłonił. Zaraz potem gestem ręki zaprosił mnie na scenę i wskazał na swoje oparte o taboret skrzypce, zachęcając mnie do zagrania na nich. ,,Na pewno jest wrogiem, musiał skądś wiedzieć że umiem grać’’. Wziąłem instrument do rąk i zacząłem powoli przesuwać smyczkiem o struny. 
- Nie spodziewałem się tego, że umiesz grać, Kaka. – Już nie dziwił mnie fakt, że zna moje imię. – Miło byłoby z mojej strony gdybym się przedstawił, nieprawdaż? Moje imię to Fright Dairfield. – Nie przestałem grać, słuchałem dalej skupiony na instrumencie. Nie odezwałem się. Czułem, że jeśli to zrobię to przegram. Jako jedyny nie westchnąłem, nawet jeśli pozostawiałem resztę domysłom, musiałem na siebie uważać. Nie zamierzałem mu odpowiadać. Zastanawiała mnie tylko kwestia jego stójki… Czemu mógł jej używać?
Mężczyzna powoli i z gracją podszedł do mnie, a następnie momentalnie wytrącił z rąk skrzypce, pozostawiając moje dłonie wiszące w górze. Mrugnąłem kilka razy, ale nadal nie wydałem z siebie dźwięku. Musiałem skupić się na cichym oddychaniu, nie miałem czasu się bać. 
- Nie jesteś zły, szczylu?! No dawaj, odegraj się! – Krzyczał prosto w moją twarz. Był żałosny w swoich próbach. Pozostałem niewzruszony. Nie zamierzałem się odzywać. Nagle Fright złapał mnie z całej siły za gardło, ucinając dopływ powietrza. ,,K-Kurwa w takim tempie prędzej czy później będę musiał wydać z siebie dźwięk!’’ – stwierdziłem. Szybko w odwecie kopnąłem go w brzuch, a następnie z tego wszystkiego ześlizgnąłem się ze sceny, upadając na podłogę obok krzeseł. Kątem oka zdążyłem spojrzeć na wygląd jego humanoidalnej stójki. Wyglądała jak kilkanaście instrumentów strunowych zlepionych ze sobą w nieskładną całość. Obok mnie leżały również skrzypce, które wziąłem. Zacząłem grać. Powoli stawiałem krok za krokiem, wracając na scenę, kiedy usłyszałem za sobą dźwięk. Fright również zeskoczył ze sceny i był tuż za moimi plecami. Skończyłem grać i odstawiłem skrzypce obok taboretu już stojącego na scenie. Skoro chciał bawić się w tę grę, to ja byłem za. 
- Hahaha! Brawo! – Zaśmiał się mi prosto w twarz. Był już na scenie, a ja nie zamierzałem czekać aż znowu coś mi zrobi. Zaszarżowałem. Rzuciłem się na niego z pięściami, bijąc po klatce piersiowej. Liczyłem, że w końcu straci przytomność, tak się jednak nie stało. W amoku walki zdążyłem rozwiązać sznurek który trzymał ze sobą pozwijaną kurtynę i przygotowałem na kontratak. Dairfield zrzucił mnie z siebie, sam zaczynając wymierzać ciosu w moją głowę. ,,Nie licz, że chociażby jęknę z bólu’’. Po chwili jego dłonie znalazły się z powrotem na mojej szyi, ściskając coraz mocniej. Z moich oczu leciały łzy, coraz ciężej się oddychało, ale byłem cicho. Zebrałem całe swoje ostatki siły i wepchnąłem palce w oczodoły mężczyzny. Mężczyzna puścił moją szyję. Bingo! Popchnąłem go w stronę wcześniej rozwiązanego sznurka. Byłem cichy jak myszka. Podszedłem do leżącego skrzypka nie mogłem się oprzeć. Kopniak za kopniakiem, kilka razy dostał ode mnie w brzuch. ,,Kutas’’. Miałem dość całej tej szopki. Wziąłem do ręki sznurek i obwiązałem delikatnie wokół jego szyi. Trochę się rzucał, ale ostatecznie rezultat był zadowalający. Wstałem i drugi koniec sznurka przerzuciłem górą na kulisy. Poszedłem na tyły i zacząłem ciągnąć. Mimo swojej aparycji, naprawdę nie narzekałem na braki siły. Uniosłem lekko mężczyznę, a koniec sznurka przywiązałem do wbitej w ścianę metalowej rurki służącej wcześniej do wieszania na niej strojów. Wróciłem na przód sceny do wiszącego Fright’a, który powoli się dusił. Miałem swoją twarz przed jego i gestem dłoni pokazałem ,,ćsii’’, oczywiście bez wydawania samego dźwięku. Wziąłem do rąk smyczek oparty o taboret i wróciłem do nowego kolegi. Nie mógł zdechnąć od uduszenia, chciałem go jednak pomęczyć. Wraz z jego śmiercią wróci reszta wraz z Allein. Przejechałem smyczkiem szybko i zdecydowanie po krtani mężczyzny, która wydała zaraz potem bulgoczący dźwięk. Odczuwałem satysfakcję, kiedy jego krew cała mnie poplamiła. Usłyszałem klaskanie. Odwróciłem się, a wszyscy siedzieli w pierwszym rzędzie, jedynie Klubb nie ruszała rękoma. Ukłoniłem się w zabawnym geście, a potem zszedłem do przyjaciół. 
Jego stójka była prosta do ogarnięcia, tym bardziej jeśli tak bardzo skupiał się tak na swoich skrzypach. Zaklinał ludzi w struny. Coś jednak nie pasowało. Struny były trzy, osoby zniknęły cztery. 
- Allein! Wszystko w porządku? – Podbiegłem do niej i chciałem przytulić, jednak szybko sobie przypominałem że jestem cały we krwi i odpuściłem.
- T-Tak. Nie miałam pojęcia co się dzieje, a zaraz potem jakaś blondynka zasłoniła mi głowę torbą i zabrała stąd! Jak się cieszę, że ty tu jesteś! – Blondynka? Czyli jednak miałem rację, jedna osoba nie była struną. To musiała być ta sama kobieta która nas porwała, jednak nigdy nie widziałem jej z dangozjebami. Kim ona do cholery była? 
- Już w porządku. – Uspokoiłem ją. Nawet jeśli kiedyś mnie zraniła, nie potrafiłem być dla niej szorstki. Nie umiałem. 
- Tutaj niczego nie ma panowie, musimy wrócić i powiedzieć o tym reszcie! – Usłyszałem zza kulis sceny głos Jacuba. Cieszyłem się, że nie zadawali pytań i od razu wzięli się do roboty. Bywaliśmy w dziwniejszych sytuacjach niż ta. Stójkę Frighta nazwałem sobie w głowie: ,,Rountable Rivals’’.
- Musimy jednak uważać na ten pokój, jest… inny od reszty. – Powiedziałem wszystkim. Fright mógł używać swojej stójki, coś faktycznie było nie tak albo z tym pokojem, albo ze stójką. Wszyscy przytaknęli i wyszliśmy z powrotem do szerokiego korytarza hotelowego. Z przejścia w którym odkryliśmy Allein teraz wydobywało się dziwne szczekanie. Nie zdążyłem się na nim skupić, pies szybko pobiegł w stronę Maciei’a i ugryzł go w nogę. ,, Głupcze, nawet nie wiesz coś uczynił..’’ – pomyślałem, pewny nadchodzącej przyszłości. Zawadzieuo nie zastanawiał się. Kopnął zwierzę z całej siły, a pies poleciał do przodu. Już wiedziałem co powie.
- YEEEEEEET!

Komentarze