Rozdział 3: Pobudka! (Kaka Katwar)



         12 Listopad


            Kolejny dzień, który wydawał się dla mnie pusty. Codziennie czułem pustkę, jakby ktoś wyrwał cząstkę mojej duszy i zostawił mnie samego na pastwę losu. Nawet nie pamiętam ile to już trwa, kilka dni? Kilka tygodni? Naprawdę nie pamiętam… Sięgam w głąb mojego umysłu i jedyne co widzę i czuję to ból, to rozpacz związana z nieopisanym uczuciem pustki. Nie wiem czego mi brakowało, czy to była osoba czy jakiś przedmiot. Pytałem o to innych, ale nikt nic nie wiedział. Nikt nie potrafił mi pomóc, nawet Julkka. Była jedną z nielicznych osób, które faktycznie uważałem za bliskie i bezgranicznie jej ufałem. Czułem, że mimo braku ,,bliższego'' pokrewieństwa krwi, często zachowuje się jak moja matka. Odkąd tylko zabrała mnie z HongKongu stała się nieodłączną częścią mnie. Myślę, że ja też stałem się kimś takim dla niej. Teraz jednak sytuacja była o wiele cięższa, gorsza niż w przypadku straty pierwszej miłości mojego życia – Allein. W mojej dłoni znajdowała się plastikowa rączka parasolki. Była dosyć duża, skoro mogła pomieścić nas obojga. Tamtego dnia, pogoda nam nie podpasowała, mimo że sam uważałem ją za niezwykle piękną oraz odprężającą. Teraz jednak, deszcz cały czas wywoływał dreszcze na mych plecach oraz przytłaczające uczucie bezsilności. Październikowy wieczór był dla mnie zimniejszy niż zawsze. Nienawidzę tego miesiąca. Wyszliśmy właśnie z kina i poszliśmy na najbliższy przystanek wyczekując autobusu. Ich też nienawidzę. Zawsze były brudne albo uszkodzone, ten akurat konkretny był jednak czysty i działający. Nie musieliśmy stać w tej niezręcznej ciszy długo, ale wydawało mi się jakby mijały kolejne lata mojego życia. Teraz, po tym wszystkim, do mnie doszło. Nie potrafiłem docenić jej ciepła. Bałem się to stracić, a jednak robiłem wszystko żeby do tego doszło. Byłem wtedy w pierwszej klasie liceum. Monotonia w końcu mnie sięgnęła. Tak naprawdę nie miałem nikogo, kto mógłby mnie z tego wyciągnąć. Wszyscy nagle zniknęli kiedy potrzebowałem ich najbardziej. Przez chwilę chciałem zająć się jakimś sportem, ale też brak ambicji zabił we mnie jakąkolwiek pasję. Wracając do sytuacji sprzed roku. Nie pisnąłem nawet słówka. Bałem się mówić, bałem się tego jak będę teraz brzmieć – czy głos mi zadrży? Złamie się? Albo nawet nie będę w stanie nic powiedzieć. Tamtego wieczoru nie mogłem skupić się na oglądaniu filmu. Cały czas spoglądałem na nią. Na jej piękne, błękitne oczy. Na delikatne, zaróżowione policzki. Na czerwone, jędrne usta których nigdy nie miałem okazji dotknąć. Z tego co pamiętam, film to był jakiś głupi horror, jednak miałem nadzieję. Marzyłem tylko o tym, aby wtuliła się w moje ramiona, żeby potrzebowała mnie tak jak ja do tej pory potrzebuję jej. Tak się jednak nie stało. Prawdopodobnie chciałem za dużo. Myślałem za dużo. Chciałem jej za bardzo. To był ten sam dzień. Dowiedziałem się, że musi wyjechać, sama nawet nie wiedziała gdzie, jednak jej rodzice podjęli już decyzję. Kiedy to usłyszałem, stałem jak wryty. Okulary o kulistych oprawach spadły mi na ziemię, krusząc się. Wewnętrznie – no cóż, było podobnie. Na horyzoncie już zjawił się autobus, który miał jechać prosto pod jej dom. Oboje się na niego spojrzeliśmy, wyczekując tej chwili w której ostatni raz, przynajmniej w najbliższym czasie, będziemy mogli być blisko siebie. Zanim jednak zdążył podjechać pod przystanek, podszedłem do niej i przytuliłem lekko, trzymając swoje dłonie na jej brzuchu. Nie chciała mnie powstrzymywać. Położyłem swoją głowę na jej ramieniu i cichutko szepnąłem do jej ucha: ,,Nie odchodź…’’. Chwilkę później koło nas znalazł się już autobus. Wsiedliśmy, a ja nie doczekałem się odpowiedzi. Jechaliśmy może jakieś pięć minut, dla mnie jednak z pięć godzin. Do tej pory bałem się spróbować raz jeszcze, ale nie dostanę drugiej szansy potem. Ona zniknie, przepadnie, odejdzie – a ja będę nienawidził siebie za to, że byłem tchórzem. Położyłem swoją zimną dłoń na jej, która była niesamowicie ciepła. Ona jednak zaraz zmieniła położenie dłoni tak, aby zakryć moje palce swoimi – nie chciała żebym był ciągle zimny. Wysiedliśmy z autobusu dokładnie pod jej domem. Była odwrócona do mnie plecami, a ja miałem ochotę po prostu ostatni raz potrzymać jej dłoń. Nagle odwróciła się, przytuliła mnie na pożegnanie i zniknęła za bramą prowadzącą do jej domu. Czy to musiało tak naprawdę wyglądać? Zastanawiałem się, patrząc na zapalone światło w jednym z okien. Byłem zły. Wściekły. Poszedłem od razu do naszego ulubionego niegdyś miejsca z wiedzą, że znajdę tam masę butelek i pustych kartonów. Deszcz był teraz bardzo intensywny, zdecydowanie bardziej niż kiedy wyszedłem z kina. Księżyc był w nowiu. Wziąłem jedną butelkę i rzuciłem w pusty karton. Wziąłem drugą i powtórzyłem. Wziąłem trzecią i… tak dalej. Zacząłem kopać większe pudła które wyglądały na ten typ w który pakuje się sprzęt RTV AGD. Używałem całej siły, potrzebowałem spuścić z siebie te wszystkie złe emocje. Na koniec nawet skłoniłem się do uderzania pięścią o kamienie, nawet nie zwracając uwagi na ból. ,,Od teraz będzie boleć jeszcze bardziej’’ – myślałem, bijąc bez namysłu. Nagle jednak usiadłem. Nie było na mnie suchej nitki. Powstrzymywałem się od płaczu. ,,Nie chciałaby żebyś płakał’’ – pomyślałem. Skuliłem się i włożyłem głowę między nogi, zaczynając nucić. Podobał mi się mój głos. Potrafił być niski i wysoki, w zależności od nastroju. Nuciłem i nuciłem, nawet nie myśląc o tym że ostatni autobus do domu właśnie mi uciekł. Nieoczekiwanie jednak, przestałem czuć deszcz. Wyjąłem głową i spojrzałem nad siebie, widząc to samą parasolkę z wcześniej. Zapomniałem nawet, że jej ją dałem. Poczułem czyjeś dłonie na swych ramionach. Kucnęła i spojrzała na cały bałagan który zrobiłem. Złożyła parasol i odrzuciła na bok, wtapiając się we mnie ostatecznie. Nie mogłem nic powiedzieć. Była taka ciepła, taka kochana, taka… wyjątkowa. Zrobiłem tylko to co uważałem za koniecznie i skończyłem wcześniej wypowiedziane do połowy zdanie: ,,proszę!’’. Mój głos tym razem był wysoki i załamał się w środku słowa. Nie mogłem dalej się wstrzymać. Po prostu zacząłem łkać. A teraz – nie ma jej. Wtedy Juliia była tą w której odnalazłem bezpieczeństwo, podporę do pójścia naprzód. Wtedy również po raz pierwszy ukazała się moja stójka, ,,Heartbreaker’’. Liderka pomogła mi zbadać jej umiejętności i okazało się, że mogłem manipulować czyimiś mięśniami w momencie, kiedy ta osoba odczuwała wobec mnie pozytywne emocje. Szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia do czego mogło mi się to przydać, ale nie narzekałem, bo to zawsze coś co urozmaicało życie. Próbowałem pytać Julkkę czy wie coś może o tym uczuciu ciągłej pustki mi towarzyszącym, jednak ciągle zmieniała temat lub wstrzymywała się od rozmowy. Zostałem sam wraz z głosem krążącym w mojej głowie, który liderka kazała mi ignorować. Mówiła, że jej też on doskwiera, lecz ignorowanie go jest najlepszą reakcją. Teraz właściwie słyszałem dwa głosy, jeden objawiał się tylko podczas snu wraz z rozmazaną twarzą i sylwetką jakiejś postaci. Czułem, że wszyscy coś przede mną ukrywają, lecz nie miałem pojęcia co. Nie mogę spać po nocach, wstaję cały spocony i przerażony oraz smutny, sam nie wiem z jakiego powodu. Życie u boku Loży było wszystkim co sobie mogłem wymarzyć. Nie brakowało mi pieniędzy, rozrywki ani miłości przyjaciół oraz osoby, którą postrzegałem jako matkę. Związałem swoje długie, blond włosy limonkową gumką oraz założyłem zielony kombinezon z powycinanymi w nim trójkątami. Poprawiłem swoje okulary i przejrzałem się w lustrze. Przywołałem swoją stójkę i spojrzałem na nią. Nie miałem pojęcia jak ją opisać, wyglądała jak jakiś humanoidalny, pomarańczowy zwierzaczek tylko, że z widocznym kręgosłupem. Czasami przywoływała się sama i kładła mi na kolanach w swojej o wiele mniejszej postaci, wtedy wyglądała jak uroczy kotek którego uwielbiałem głaskać i drapać leciutko za uszkiem. Usiadłem na łóżku i zanim zacząłem dobrze pomyśleć nad tym co zamierzam dzisiaj robić ktoś zapukał do drzwi. Musiałem więc wstać i zobaczyć kto to. Wyjrzałem przez wizjer i ujrzałem stojącą za nimi młodą, średnio wysportowaną kobietę z dość długimi, brązowymi włosami i piwnymi oczami. Nie wiedziałem czy mam ochotę z nią teraz rozmawiać. Czułem się bardzo osłabiony przez zaistniałą sytuację, a nie chciałem się jej pokazywać w takim stanie. Ona zawsze pomagała mi w momentach słabości, ja jednak nie mogłem się jej odwdzięczyć. Czułem się bardzo bezużyteczny.. Mimo wszystko otworzyłem drzwi i pozwoliłem Julcce wejść. Wydawała się być zaniepokojona zamykając je za sobą. Nie padło ani jedno słowo dopóki nie usiedliśmy koło siebie. Przywołałem swoją stójkę w postaci małego kotka który położył się jej na kolanach.
- Wszystko w porządku? Ostatnio zachowujesz się dosyć inaczej i trochę mnie to niepokoi. Wiem jak się możesz czuć, ale dzisiaj wieczorem organizujemy imprezę z Borbo i Jacubem i postaramy cię trochę rozruszać, nerdziochu. – Byłem zapatrzony w ścianę. Imię wypowiedziane przez dziewczynę, Borbo. Przed moimi oczami pojawiła się kolejna wizja. Zobaczyłem kobietę, trzymającą mnie za rękę. Widziałem, że coś do mnie mówiła, jednak nic nie słyszałem. Z transu wybudziła mnie Juliia, szturchając w ramię. – Kaka?
- Nie jestem Kaką, Julkka! Nie wiem kim już jestem… czuję się jak pierdolona układanka który zgubiła jeden puzzel. Codziennie czuję to samo, codziennie cierpię tak samo i nawet nie wiem dlaczego.. To mnie zabija. Nic nie jest w porządku. Nic nie będzie w porządku dopóki mi nie odpowiesz! Proszę… Mamo.. – Widziałem przejęcie na jej twarzy. To słowo nią ruszyło. Czułem, że cierpi teraz tak samo jak ja, nie mogąc mi szczerze odpowiedzieć. Juliia była osobą o dużej dozie empatii. Starała się pomóc każdemu kto cierpiał, nieważne jak bardzo nie była w stanie. Nastała cisza. Oczekiwałem odpowiedzi, których ona nie zamierzała podawać. Hearbreaker przeszedł mi na kolana, a liderka wyszła z mojego pokoju. W między czasie kiedy rozmawialiśmy, wydawało mi się, że ktoś nas podsłuchiwał, bo zobaczyłem czyjąś sylwetkę w szparze od uchylonych drzwi. Poszedłem tam i zobaczyłem na podłodze kartkę, zostawioną prawdopodobnie przez podsłuchiwacza. Podniosłem ją i przeczytałem zawartość. ,,Spotkajmy się w garażu, BB’’. Borbo? Nie zastanawiając się dłużej poszedłem na miejsce spotkania. Znałem posiadłość jak własną kieszeń, więc byłem tam w nie dłużej niż trzy minuty. Kiedy dotarłem, zobaczyłem młodego mężczyznę siedzącego przy komputerze bez koszulki i spodni. W innej sytuacji widok ten by mnie rozbawił, ale czułem, że Borbo miał odpowiedzi których szukałem. Bolko odezwał się pierwszy, od razu zagarniając moje zainteresowanie.
- Wszystko czego szukasz jest w tym zdjęciu. – Powiedział, dając mi je do rąk. Znowu dostałem wizji, tym razem patrząc właśnie na tą fotografię. Zdjęcie przedstawiało mnie, nieznajomą kobietę i Rafau’a. Ta wizja była jednak inna. W końcu mogłem wszystko usłyszeć i zrozumieć. Kobieta trzymała mnie za rękę i mówiła: ,,Uciekajmy Kaka!’’ Czułem, że chwyt był mocny, czułem że pragnąłem z nią iść. Nagle jednak zobaczyłem dwie osoby: Juliię i Borbo. Musiau krzyczała w jego stronę: ,,Bolko, szybko!’’. Za jego plecami pojawiło się coś na wzór humanoidalnego, gnijącego bobra, który szybko zaczął próbować mnie ugryźć. Wtedy kobieta zaczęła mnie ciągnąć, zmuszając do biegnięcia z nią. Nie protestowałem i kurczowo trzymałem się jej ręki. Bóbr gonił za nami, wraz z czarnym szkieletem, noszącym również czarne sombrero. Była to stójka Julii ,,Welcome to the Black Parade’’ czy w skrócie ,,Black Parade’’. Wybiegliśmy z posiadłości i udaliśmy się w stronę vana kupionego z pieniądzy Loży. Niestety zanim zdążyliśmy dobiec do samochodu, bóbr dogonił nas i dosyć mocno ugryzł mnie w nogę. ,,To stąd ta blizna’’ – pomyślałem. Upadłem i zostałem z tyłu, wypowiedziawszy tylko jedną kwestię: ,,Nie martw się Adda! Obudzę się z tego!’’. Nadgonił potem jeszcze Black Parade wraz z Juliią i kiedy kobiety spojrzały sobie w oczy, Musiau zaproponowała układ. Pozwoliła Addzie odejść, ale musiała zostawić mnie i nasz samochód w spokoju. Ta przystała na propozycję i mówiąc ,,przepraszam’’ uciekła.
                Wizja w tym momencie się urwała. Przypomniałem sobie wszystko i wszystkich – stójki, Addę i co zrobiła Juliia. Pustka którą czułem od dosyć dawna zniknęła. Wiedziałem, co chcę teraz robić. Odnaleźć Addę. Wiedziałem, że Borbo usunie mi pamięć, a raczej zrobi to Julkka przy jego pomocy. Oddałem Bolko zdjęcie i zadałem pytanie, które zrodziło się w moim umyśle.
- Dlaczego Borbo? – Znałem go jednak na tyle długo, że znałem odpowiedź na to pytanie.
- Bo Juliia nie ma prawa cię tu trzymać na siłę. Idź, dopóki nie wie co zrobiłem. – Nieszczęśliwie dla nas, Musiau wiedziała od początku. Znała charakter i wartości Bolko, i to właśnie na ich podstawie była w stanie wywnioskować zdradę. Mimo tego, że doceniałem poświęcenie Borbo, musiałem skonfrontować się z liderką. Z marszu więc poszedłem do jej pokoju, będąc pewnym podjętych przeze mnie decyzji. Dosyć mocno otworzyłem drzwi i zastałem coś co mnie zdziwiło i przestraszyło za jednym razem. Julii nie było. Obawiałem się, że wiem gdzie jest. Nie marnując czasu, zacząłem biegnąć sprintem do garażu. Tak jak myślałem – Borbo leżał na podłodze zakrwawiony, lekko przytomny. Byłem przekonany, że to sprawa Black Parade. Drzwi się zamknęły, odsłaniając opierającą się o ścianę liderkę. Odwróciłem się powoli, zadając tylko jedno pytanie:
- Czemu? Czemu nie dałaś mi z nią odejść?!
- Nie możesz odejść, Kaka! Przysięgłam sobie cię chronić i robię to co konieczne. Wiesz, że Syjon nadal nas poszukuje! A co jeśliby cię znaleźli? Co jakbyś nie mógł użyć swojej stójki? Nie mogłam ryzykować. – Wykrzyknęła. Nie miałem pojęcia co robić. Czemu Syjon miałby być aż tutaj? Byliśmy dosyć daleko od HongKongu i nic przez wiele lat nie wskazywało na to, że nadal nas obserwuje. Chciałem z nią zostać i jednocześnie pójść szukać Addy. ,,Kurwa mać, jak zwykle nie umiem wybrać!’’ – pomyślałem. Musiałem jednak podjąć ostateczną decyzję. Usłyszałem jęk zza pleców i bez zastanowienia podbiegłem do leżącego Borbo. Położyłem jego głowę na swoich kolanach, jednocześnie materializując Heartbreaker. Nie byłem w stanie zrozumieć dlaczego Juliia tak bardzo nie chciała mi powiedzieć i dlaczego wmieszała w to Bolko. Mają na uwadze to, że liderka teraz czuje w stosunku do mnie jakąś sympatię i troskę, podjąłem decyzję. Zanim zdążyła zareagować, Heartbreaker uderzył ją i wykręcił jej obie ręce za plecy tak, aby bez standa Jacuba nie mogła nimi ruszyć. Tymczasem krytycznie ranny Borbo Bolko skonał na moich kolanach. Kilka łez opadło na jego twarz zanim zdecydowałem się w końcu zamknąć mu oczy. Zabierając wszystkie jego oszczędności i klucze do kłódki od roweru, przełamałem się w końcu do wypowiedzenia ostatniego zdania.
- Przepraszam, Julkka. Naprawdę… - Ręce Julii były wolne od wpływu Heartbreaker. Nie chciałem się odwracać. Nie chciałem patrzeć na jej twarz. Nie chciałem zwątpić w swoją decyzję. Nie chciałem, żeby musiała cierpieć więcej.
                Wyszedłem z posiadłości i wziąłem rower Borbo. Odjechałem do przodu, nie mając pomysłu co ze sobą zrobić. Pojechałem prosto do lasu, niedaleko mieszkania Rafau’a. Mieszkał również w NanBuklear, więc nie było to daleko. Heartbreaker w postaci kotka siedział w wiklinowym koszyku z przodu roweru. Czułem zimny, jesienny wiatr na mojej gołej skórze, wystającej przez dziury w kostiumie. Patrzenie na kotka uspokajało mnie na tyle, że nigdzie mi się nie śpieszyło. Zacząłem sobie nucić kołysankę, którą mama śpiewała mi od dzieciństwa… ,,Gwiazda wśród gwiazd’’ taką miała nazwę. ,,Muszę dzisiaj się kimnąć u Rafau’a i liczyć, że mnie nie wyda’’ – taki krótki plan zagościł w mojej głowie. Dojechałem do lasu i usiadłem na pniu leżącego drzewa. Heartbreaker wyszedł z koszyka i usiadł mi na kolanach, zaczynając delikatnie mruczeć. ,,Czasami wydajesz się być prawdziwym kotem z krwi i kości’’ – pomyślałem. Nagle usłyszałem za sobą szmer i kroki. Wiedziałem co robić, przechodziłem przez niezliczone treningi Julii. Wyciągnąłem nóż schowany w bucie i podbiegłem do kogoś, kto okazał się być człowiekiem w niebieskiej szacie. Nie zawahałem się i dźgnąłem go prosto w serce. Wiedziałem, że będą następni tak samo jak wiedziałem, że mieszkanie Rafau’a jest niedaleko. Musiałem się przebić. Siłą.

Komentarze