Czerwiec 2016 rok
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo – potwierdził jego słowa Kaka.
- Kto to mówi, hmm? – Spojrzałam na niego z przekąsem.
Uśmiechnął się do mnie, a następnie podbiegł do mojego brata.
- Jasne, chodź młody..
- I przy okazji, czemu wyglądasz jak zmodernizowany Jezus
Chrystus? – Wypunktował mu. Parsknęłam głośno śmiechem.
- To też ci powiem w ramach zwiedzania domu. Natomiast
jeszcze jedna sprawa, Juliia – skierowałam głowę w jego stronę – Pesty jest na
górze, u mnie w pokoju. Był bardzo podekscytowany żeby z tobą pogadać.
- Skłamałabym, mówiąc że ja nie byłam szczęśliwa z
okoliczności – odpowiedziałam, powoli wchodząc po schodach na górę. Nie mogłam
zliczyć wszystkich wspomnień jakie miałam w tym domu z moim bratem i Pestym.
Patrzyłam się na ścianę, którą kiedyś przemalowaliśmy będąc dziećmi. Teraz
wrócił jej oryginalny, beżowy kolor. Kiedy byłam mała, ten dom wydawał mi się
labiryntem bez wyjścia, ale ja wcale nie chciałam wychodzić. Bardziej
beztroskiego okresu w moim życiu nie umiałam wskazać. Przestałam jednak nad tym
rozmyślać, kiedy dłonią dotknęłam klamki drzwi do pokoju Jacuba. W mojej
kieszeni złota żyletka zaczęła się trząść. Zupełnie o niej zapomniałam do tego
momentu, jednak nie miałam też pojęcia na co zareagowała. Otworzyłam szeroko
drzwi i ujrzałam go, siedzącego na łóżku. Nadal miał swoje charakterystyczne,
zgniłe włosy i takie same, szare oczy jak Kaka. Nie
potrafiłam nazwać jego ubrania, ale było intensywnie czerwone, a na ramionach
miał złote elementy.
Odwrócił
się do mnie, a w jego oczach zobaczyłam łzy. Od zawsze taki był. Tęsknił za
każdym, kto zniknął z jego życia na długi okres czasu. Najpewniej teraz by się
uśmiechał, ale buzię miał zapełnioną jedzeniem. Jadł kanapki, które
prawdopodobnie przygotował Jacub, bo widziałam że narysował dickbutta z
ketchupu. Pesty wstał z łóżka i pobiegł z całej siły w moją stronę. Wiedziałam,
że biegnięcie w jego stronę nie ma sensu, więc stałam po prostu w miejscu,
poddając się jego woli. Poczułam na sobie serdeczne ciepło jego ciała. Nie
chciałam go puszczać, już nigdy.
- Wróciłam, Pestko. – Wyszeptałam mu czule do ucha.
- Nawet nie wiesz jak tęskniłem, Julkka. – Wypowiedział
przez łzy.
- Oj, chyba mam. Już spokojnie, nigdzie się nie wybieram,
przynajmniej na razie. – Uspokoiłam go. Następnie razem przeszliśmy na łóżku i
tam usiedliśmy. Poczekałam, aż dokończy swoje jedzenie i wtedy zaczęłam
wypytywać o wszystko co mnie ciekawiło.
- Dobra, zacznijmy od początku. Jakim cudem zostałeś
burmistrzem Hydryy? Przecież nigdy nie interesowała cię polityka ani nic z nią
związanego.
- To prawda. Wiesz, gdyby nie twój brat to dawno bym nie
żył, więc musiałem oddać swoją przysługę.
- To znaczy?
- Jacub dał mi wszystko i mówiąc ,,wszystko’’ mam naprawdę
na myśli ,,wszystko’’. Jako swoją część układu chciał, żebym został burmistrzem
Hydryy. Zgodziłem się, a reszta to tylko wola ludzi. Byłem lepszy niż
poprzednik i poleciało samo. – ,,Czyli pewnie Jacubek chciał więcej grosza przy
sobie’’ – pomyślałam. Jak na zawołanie z mojej kieszeni wypadło 4 euro, a do
pokoju na czterech nogach wleciał mój brat.
- I SMELL PENNIES! – Wykrzyknął, zbierając je z podłogi. Nie
zdziwiło mnie to ani trochę, Jacub lubił wchodzić z hukiem. Pesty zaczął się z
niego cichutko śmiać, kiedy ten podszedł i klapnął obok nas.
- Juliia, musisz
pozbyć się Nuklura. Wtedy osiągniesz spełnienie – Znowu odezwał się głos.
Przez długi czas dawał mi spokój, kiedy ostatecznie nie zabiłam Kaki, ale teraz
propozycja przedstawiona przez samego Boga nie mogła być bardziej kusząca.
- Panowie, muszę wam coś powiedzieć. Przyjechałam tutaj nie
tylko żeby się z wami spotkać, ale też w innym, konkretniejszym celu.
- Pomożemy ci, nieważne co to będzie. – Powiedział Pesty,
kładąc dłoń na mojej. ,,Nadal nie zdjąłeś tych okropnych rękawiczek? ‘’ –
pomyślałam.
- Muszę pozbyć się Nuklura. Dla dobra wszystkich i mojego, my musimy się go pozbyć. Nawet jeśli
mówimy tutaj o morderstwie.
- Stoi. – Odpowiedział poważnie i zimno Pesty. – Przez noc
pomyślę nad planem, który wykonamy jutro. Nawet jeśli będę musiał się poświęcić
żeby zniknął, zrobię to. – Pesty… Ale w sumie czego innego mogłabym się
spodziewać, kiedy od kiedy pamiętam to właśnie on brał zawsze moją stronę.
- Hej siora, chodź na chwilę na korytarz – szturchnął mnie
Jacub – musimy porozmawiać o czymś poważnym. Na jego prośbę wyszłam, jednak
Pesty nie wyglądał na zadowolonego z tej sytuacji.
- Co chcesz Jacub? Nie powinniśmy zostawiać Pestiego samego.
- Ty też słyszysz ten głos, prawda? – Zapytał mnie znikąd.
Czy Kaka o tym wiedział? Jeśli tak, to czemu mi o tym nie powiedział?
- Głos Boga – powiedzieliśmy równocześnie.
- Tak słyszę go. Porozmawiamy o tym później, okej?
- Okej, ale nadal mnie to niepokoi. Nie sądzisz, że
zabijanie Nuklura to przesada? – Czułam lekkie przerażenie w jego głosie.
- Ani trochę. Zasłużył na to.
Reszta
dnia minęła dosyć na chillku. Pogadaliśmy, pograliśmy i pooglądaliśmy jakieś
głupie seriale z chłopakami. W takich momentach uświadamiałam sobie, że w głębi
tęskniłam za beztroskim życiem. Rankiem obudził mnie Pesty i kazał szybko
przytomnieć, bo im szybciej przedstawi mi plan tym lepiej. Wstałam więc,
wzięłam prysznic i ubrałam w jakieś stare, za duże ciuchy mojego brata. Spałam
w swoim starym pokoju, a Kaka zaraz obok mnie na materacu. Z tego co widziałam,
to dobrze dogadywał się z moim bratem, co mnie niezmiernie cieszyło. Patrzyłam
na chłopaka w zielonym kombinezonie i byłam leciutko przerażona wizją
,,wychowywania’’ go, lecz starałam się o tym za dużo nie myśleć. Wyszłam z
pokoju i udałam się do ogromnego salonu na parterze w którym siedzieli chłopaki
już z gotowym śniadaniem. Rozsiadłam się wygodnie na fotelu i wzięłam z tacki
herbatę zrobioną w białym kubku z napisem ,,Julkka’’.
- No dobra, plan jest taki – zaczął Pesty – Nuklur dzisiaj
ma wygłosić mowę ze swojej miejscówki w NanBuklear. Wszyscy ochroniarze oraz
straże i policja będą znajdowali się na balkonie razem z nim. Tylko kilka
pojedynczych jednostek będzie rozsianych po Pałacu Codac, którymi zajmę się ja.
Wtedy wejdziesz ty i bronią którą przygotowałem przez noc zabijesz go
bezszelestnie. Pasuje? – Zapytał mnie.
sz- Mógłbyś mówić to troszkę ciszej, bo Kaka jeszcze śpi,
ale jest jak najbardziej w porządku. Ostatecznie pewnie zostaje dużo
niewiadomych, ale postaram się go trzymać. Dzięki, Pestko. – Chłopak zarumienił
się słysząc ten pseudonim. Kiedy skończyliśmy śniadanie, Pesty zaprowadził mnie
do piwnicy w której składowali broń i mówię wam, takiej kolekcji jeszcze nie widziałam.
Różnorakie karabiny, strzelby, pistolety a nawet bronie białe rzuciły mi się w
oczy. Czułam się jak we własnym niebie.
- Trzymaj. – Pesty
podał mi pistolet z tłumikiem - CO2 Walther CP88. Kiedy zbliżysz się
dostatecznie blisko, będziesz wiedzieć co zrobić. ,,Oj, będę’’ – pomyślałam.
- Hej, co wy tu wszyscy robicie? – Zapytał nas schodzący po
schodach Kaka.
- Nic nic, sprawy dorosłych. – Odpowiedział mu Jacub.
- Przecież widzę, że to broń. Niech zgadnę… Nuklur?
- Skąd ty to… - zdziwił się Jacub.
- Też dowiesz się w swoim czasie – uspokoiłam brata
najbardziej jak potrafiłam.
Schowałam broń za pasek i wyszłam z piwnicy, zostawiając
Pestiego i Jacuba z tyłu. Kaka szedł obok mnie, musiałam wytłumaczyć mu co i
jak.
- Wiesz pewnie co idę zrobić i komu. Jeśli nie wrócę to
Jacub i Pesty się tobą zajmą, obiecuję ci to.
- Wrócisz. – Odpowiedział tylko pojedynczym słowem po czym
obrócił się i usiadł na kanapie w salonie.
,,Wiem, że wrócę’’ – pomyślałam, pewna siebie.
Ja,
Pesty i Jacub wsiedliśmy do mojej multipli. Widziałam ich szydercze spojrzenia
kiedy zamykali za sobą drzwi. Każdy śmiał się z mojego autka. Nie dziwiłam się.
Podróż do Pałacu Codac zajęła nam jakieś kilkanaście minut, podczas tego
śpiewaliśmy sobie piosenki znane nam z dzieciństwa. Nie rozmawialiśmy ze sobą
za dużo, chłopcy byli zbytnio przejęci zamartwianiem się o powodzenie akcji, ja
jednak nigdy nie przejmowałam się takimi głupotami.
- Ej panowie, a co z kamerami? – Zapytałam, przypominając
sobie o dosyć ważnym szczególe.
- Jak skończę z ochroną to nie będziemy się musieli nimi
przejmować. – Rozwiał moje wątpliwości Pesty. Zaparkowaliśmy naprzeciwko Pałacu
i uważnie obserwowaliśmy teren.
- Pięciu typa, łatwa robota. – Stwierdził Jacub, a Pesty
przytaknął. Nie sądziłam, że możemy napotkać jakiś większy problem. Z bagażnika
samochodu wyciągnęliśmy wcześniej przygotowaną torbę z maskami i jednakowymi
ciuchami. Na tę robotę mieliśmy wszyscy ubrać się w białe bluzy z kapturem i
krótkie, jeansowe spodnie, jednak posiadającymi paski. Nie miałam problemu z
tym, żeby przebrać się przy nich, więc zdjęłam ubrania i dosyć szybko
wskoczyłam w nowe. Rozejrzałam się żeby sprawdzić jak chłopaki i kiedy byliśmy
gotowi, Pesty ruszył przodem.
On miał
za zadanie jako pierwszy zdjąć większość ochrony oraz pozbyć się dowodów takich
jak nagrania z kamer oraz uniemożliwić Nuklurowi ucieczkę. Siedziałam z bratem
w samochodzie i przyglądałam się maskom jakie załatwił nam Pesty. Były zrobione
z brzozowego drewna i ewidentnie użyte dotychczas po kilka razy. Czymś co
wyglądało jak marker permanentny wszystkie namalowane miały szerokie uśmiechy
oraz coś co wyglądało jak oczy prosto z jakiegoś komiksu. Ich wygląd wydawał mi
się mega znajomy. Z przemyśleń wyrwał mnie głos Pestiego.
- Skończyłem jak coś, to serdecznie zapraszam do środka. –
Powiedział z ciepłem i uprzejmością w głosie. Wysiadłam z samochodu i udałam
się w stronę głównego wejścia. Nie miałam pojęcia jak opisać ten pałac, po
prostu mi się nie podobał. Wyglądał jak każda inna tego typu budowla, była
ogromna, miała ze trzy piętra i prawdopodobnie miliony pomieszczeń na nich.
Skupiłam się przez chwilę na miejscach, gdzie wcześniej stało pięciu ludzi. Nie
było po nich śladu. Jedyne co ledwo udało mi się zauważyć to drobinki piasku,
ale nie byłam pewna czy nie były tu wcześniej. Zaczynałam powoli żałować, że
poubieraliśmy się w bluzy. Było bardzo gorąco, lato dawało o sobie znać. Pesty
otworzył drzwi do pałacu, a my posłusznie weszliśmy za nim. W środku również
nie zastaliśmy nikogo. ,,Pestka wykonała swoje, co?’’ – pomyślałam ucieszona.
- Balkon na którym pierdoli głupoty znajduje się na drugim
piętrze, chodźcie za mną! – Zachęcił nas ręką. Podążaliśmy za nim krok w krok,
w międzyczasie rozmawiając o samym układzie pomieszczeń w pałacu. Wszędzie na
ścianach, suficie czy podłodze miał różne rodzaje dywanów. Były bardzo puchate
i miały różne kolory, nie potrafiłam nawet zliczyć ich wszystkich. Kiedy
dotarliśmy do drzwi prowadzących na balkon, było już za późno. Nuklur skończył
swoje przemówienie. Tak przynajmniej myślałam do momentu, w którym usłyszeliśmy
dziwny dźwięk w jednym z sąsiednich pokojów. Natychmiast udaliśmy się w jego
stronę. Przed nami znajdowały się ogromne, śnieżnobiałe drzwi. Pesty otworzył
je z jednej, Jacub z drugiej strony, a następnie ujrzeliśmy ogromną,
czarno-białą salę do obrad. Wprost nas siedział Nuklur, z nogami założonymi na
stole. Za nim znajdowała się jakaś postać przypominająca krewetkę, jednak z
widocznie zaznaczonymi, ludzkimi mięśniami.
- Zabawmy się, Kero
Kero Bonito! – Wykrzyknął w naszą stronę, kiedy drzwi za nami zamknęły się
z hukiem.

Komentarze
Prześlij komentarz