Rozdział 6: Black Parade! Vol.3 (Juliia Musiau)


      Czerwiec 2016 rok

                  - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo – potwierdził jego słowa Kaka.
- Kto to mówi, hmm? – Spojrzałam na niego z przekąsem. Uśmiechnął się do mnie, a następnie podbiegł do mojego brata.
- Oprowadzisz mnie po domu? – Zapytał najbardziej uroczym głosem jaki słyszałam.
- Jasne, chodź młody..
- I przy okazji, czemu wyglądasz jak zmodernizowany Jezus Chrystus? – Wypunktował mu. Parsknęłam głośno śmiechem. 
- To też ci powiem w ramach zwiedzania domu. Natomiast jeszcze jedna sprawa, Juliia – skierowałam głowę w jego stronę – Pesty jest na górze, u mnie w pokoju. Był bardzo podekscytowany żeby z tobą pogadać. 
- Skłamałabym, mówiąc że ja nie byłam szczęśliwa z okoliczności – odpowiedziałam, powoli wchodząc po schodach na górę. Nie mogłam zliczyć wszystkich wspomnień jakie miałam w tym domu z moim bratem i Pestym. Patrzyłam się na ścianę, którą kiedyś przemalowaliśmy będąc dziećmi. Teraz wrócił jej oryginalny, beżowy kolor. Kiedy byłam mała, ten dom wydawał mi się labiryntem bez wyjścia, ale ja wcale nie chciałam wychodzić. Bardziej beztroskiego okresu w moim życiu nie umiałam wskazać. Przestałam jednak nad tym rozmyślać, kiedy dłonią dotknęłam klamki drzwi do pokoju Jacuba. W mojej kieszeni złota żyletka zaczęła się trząść. Zupełnie o niej zapomniałam do tego momentu, jednak nie miałam też pojęcia na co zareagowała. Otworzyłam szeroko drzwi i ujrzałam go, siedzącego na łóżku. Nadal miał swoje charakterystyczne, zgniłe włosy i takie same, szare oczy jak Kaka. Nie potrafiłam nazwać jego ubrania, ale było intensywnie czerwone, a na ramionach miał złote elementy.
                Odwrócił się do mnie, a w jego oczach zobaczyłam łzy. Od zawsze taki był. Tęsknił za każdym, kto zniknął z jego życia na długi okres czasu. Najpewniej teraz by się uśmiechał, ale buzię miał zapełnioną jedzeniem. Jadł kanapki, które prawdopodobnie przygotował Jacub, bo widziałam że narysował dickbutta z ketchupu. Pesty wstał z łóżka i pobiegł z całej siły w moją stronę. Wiedziałam, że biegnięcie w jego stronę nie ma sensu, więc stałam po prostu w miejscu, poddając się jego woli. Poczułam na sobie serdeczne ciepło jego ciała. Nie chciałam go puszczać, już nigdy.
- Wróciłam, Pestko. – Wyszeptałam mu czule do ucha.
- Nawet nie wiesz jak tęskniłem, Julkka. – Wypowiedział przez łzy.
- Oj, chyba mam. Już spokojnie, nigdzie się nie wybieram, przynajmniej na razie. – Uspokoiłam go. Następnie razem przeszliśmy na łóżku i tam usiedliśmy. Poczekałam, aż dokończy swoje jedzenie i wtedy zaczęłam wypytywać o wszystko co mnie ciekawiło. 
- Dobra, zacznijmy od początku. Jakim cudem zostałeś burmistrzem Hydryy? Przecież nigdy nie interesowała cię polityka ani nic z nią związanego.
- To prawda. Wiesz, gdyby nie twój brat to dawno bym nie żył, więc musiałem oddać swoją przysługę.
- To znaczy?
- Jacub dał mi wszystko i mówiąc ,,wszystko’’ mam naprawdę na myśli ,,wszystko’’. Jako swoją część układu chciał, żebym został burmistrzem Hydryy. Zgodziłem się, a reszta to tylko wola ludzi. Byłem lepszy niż poprzednik i poleciało samo. – ,,Czyli pewnie Jacubek chciał więcej grosza przy sobie’’ – pomyślałam. Jak na zawołanie z mojej kieszeni wypadło 4 euro, a do pokoju na czterech nogach wleciał mój brat.
- I SMELL PENNIES! – Wykrzyknął, zbierając je z podłogi. Nie zdziwiło mnie to ani trochę, Jacub lubił wchodzić z hukiem. Pesty zaczął się z niego cichutko śmiać, kiedy ten podszedł i klapnął obok nas.
- Juliia, musisz pozbyć się Nuklura. Wtedy osiągniesz spełnienie – Znowu odezwał się głos. Przez długi czas dawał mi spokój, kiedy ostatecznie nie zabiłam Kaki, ale teraz propozycja przedstawiona przez samego Boga nie mogła być bardziej kusząca.
- Panowie, muszę wam coś powiedzieć. Przyjechałam tutaj nie tylko żeby się z wami spotkać, ale też w innym, konkretniejszym celu.
- Pomożemy ci, nieważne co to będzie. – Powiedział Pesty, kładąc dłoń na mojej. ,,Nadal nie zdjąłeś tych okropnych rękawiczek? ‘’ – pomyślałam.
- Muszę pozbyć się Nuklura. Dla dobra wszystkich i mojego, my musimy się go pozbyć. Nawet jeśli mówimy tutaj o morderstwie.
- Stoi. – Odpowiedział poważnie i zimno Pesty. – Przez noc pomyślę nad planem, który wykonamy jutro. Nawet jeśli będę musiał się poświęcić żeby zniknął, zrobię to. – Pesty… Ale w sumie czego innego mogłabym się spodziewać, kiedy od kiedy pamiętam to właśnie on brał zawsze moją stronę.
- Hej siora, chodź na chwilę na korytarz – szturchnął mnie Jacub – musimy porozmawiać o czymś poważnym. Na jego prośbę wyszłam, jednak Pesty nie wyglądał na zadowolonego z tej sytuacji.
- Co chcesz Jacub? Nie powinniśmy zostawiać Pestiego samego.
- Ty też słyszysz ten głos, prawda? – Zapytał mnie znikąd. Czy Kaka o tym wiedział? Jeśli tak, to czemu mi o tym nie powiedział?
- Głos Boga – powiedzieliśmy równocześnie.
- Tak słyszę go. Porozmawiamy o tym później, okej?
- Okej, ale nadal mnie to niepokoi. Nie sądzisz, że zabijanie Nuklura to przesada? – Czułam lekkie przerażenie w jego głosie.
- Ani trochę. Zasłużył na to.
                Reszta dnia minęła dosyć na chillku. Pogadaliśmy, pograliśmy i pooglądaliśmy jakieś głupie seriale z chłopakami. W takich momentach uświadamiałam sobie, że w głębi tęskniłam za beztroskim życiem. Rankiem obudził mnie Pesty i kazał szybko przytomnieć, bo im szybciej przedstawi mi plan tym lepiej. Wstałam więc, wzięłam prysznic i ubrałam w jakieś stare, za duże ciuchy mojego brata. Spałam w swoim starym pokoju, a Kaka zaraz obok mnie na materacu. Z tego co widziałam, to dobrze dogadywał się z moim bratem, co mnie niezmiernie cieszyło. Patrzyłam na chłopaka w zielonym kombinezonie i byłam leciutko przerażona wizją ,,wychowywania’’ go, lecz starałam się o tym za dużo nie myśleć. Wyszłam z pokoju i udałam się do ogromnego salonu na parterze w którym siedzieli chłopaki już z gotowym śniadaniem. Rozsiadłam się wygodnie na fotelu i wzięłam z tacki herbatę zrobioną w białym kubku z napisem ,,Julkka’’. 
- No dobra, plan jest taki – zaczął Pesty – Nuklur dzisiaj ma wygłosić mowę ze swojej miejscówki w NanBuklear. Wszyscy ochroniarze oraz straże i policja będą znajdowali się na balkonie razem z nim. Tylko kilka pojedynczych jednostek będzie rozsianych po Pałacu Codac, którymi zajmę się ja. Wtedy wejdziesz ty i bronią którą przygotowałem przez noc zabijesz go bezszelestnie. Pasuje? – Zapytał mnie.
sz- Mógłbyś mówić to troszkę ciszej, bo Kaka jeszcze śpi, ale jest jak najbardziej w porządku. Ostatecznie pewnie zostaje dużo niewiadomych, ale postaram się go trzymać. Dzięki, Pestko. – Chłopak zarumienił się słysząc ten pseudonim. Kiedy skończyliśmy śniadanie, Pesty zaprowadził mnie do piwnicy w której składowali broń i mówię wam, takiej kolekcji jeszcze nie widziałam. Różnorakie karabiny, strzelby, pistolety a nawet bronie białe rzuciły mi się w oczy. Czułam się jak we własnym niebie.
 - Trzymaj. – Pesty podał mi pistolet z tłumikiem - CO2 Walther CP88. Kiedy zbliżysz się dostatecznie blisko, będziesz wiedzieć co zrobić. ,,Oj, będę’’ – pomyślałam.
- Hej, co wy tu wszyscy robicie? – Zapytał nas schodzący po schodach Kaka.
- Nic nic, sprawy dorosłych. – Odpowiedział mu Jacub.
- Przecież widzę, że to broń. Niech zgadnę… Nuklur? 
- Skąd ty to… - zdziwił się Jacub.
- Też dowiesz się w swoim czasie – uspokoiłam brata najbardziej jak potrafiłam.
Schowałam broń za pasek i wyszłam z piwnicy, zostawiając Pestiego i Jacuba z tyłu. Kaka szedł obok mnie, musiałam wytłumaczyć mu co i jak.
- Wiesz pewnie co idę zrobić i komu. Jeśli nie wrócę to Jacub i Pesty się tobą zajmą, obiecuję ci to.
- Wrócisz. – Odpowiedział tylko pojedynczym słowem po czym obrócił się i usiadł na kanapie w salonie.
,,Wiem, że wrócę’’ – pomyślałam, pewna siebie. 
                Ja, Pesty i Jacub wsiedliśmy do mojej multipli. Widziałam ich szydercze spojrzenia kiedy zamykali za sobą drzwi. Każdy śmiał się z mojego autka. Nie dziwiłam się. Podróż do Pałacu Codac zajęła nam jakieś kilkanaście minut, podczas tego śpiewaliśmy sobie piosenki znane nam z dzieciństwa. Nie rozmawialiśmy ze sobą za dużo, chłopcy byli zbytnio przejęci zamartwianiem się o powodzenie akcji, ja jednak nigdy nie przejmowałam się takimi głupotami.
- Ej panowie, a co z kamerami? – Zapytałam, przypominając sobie o dosyć ważnym szczególe.
- Jak skończę z ochroną to nie będziemy się musieli nimi przejmować. – Rozwiał moje wątpliwości Pesty. Zaparkowaliśmy naprzeciwko Pałacu i uważnie obserwowaliśmy teren. 
- Pięciu typa, łatwa robota. – Stwierdził Jacub, a Pesty przytaknął. Nie sądziłam, że możemy napotkać jakiś większy problem. Z bagażnika samochodu wyciągnęliśmy wcześniej przygotowaną torbę z maskami i jednakowymi ciuchami. Na tę robotę mieliśmy wszyscy ubrać się w białe bluzy z kapturem i krótkie, jeansowe spodnie, jednak posiadającymi paski. Nie miałam problemu z tym, żeby przebrać się przy nich, więc zdjęłam ubrania i dosyć szybko wskoczyłam w nowe. Rozejrzałam się żeby sprawdzić jak chłopaki i kiedy byliśmy gotowi, Pesty ruszył przodem.
                On miał za zadanie jako pierwszy zdjąć większość ochrony oraz pozbyć się dowodów takich jak nagrania z kamer oraz uniemożliwić Nuklurowi ucieczkę. Siedziałam z bratem w samochodzie i przyglądałam się maskom jakie załatwił nam Pesty. Były zrobione z brzozowego drewna i ewidentnie użyte dotychczas po kilka razy. Czymś co wyglądało jak marker permanentny wszystkie namalowane miały szerokie uśmiechy oraz coś co wyglądało jak oczy prosto z jakiegoś komiksu. Ich wygląd wydawał mi się mega znajomy. Z przemyśleń wyrwał mnie głos Pestiego.
- Skończyłem jak coś, to serdecznie zapraszam do środka. – Powiedział z ciepłem i uprzejmością w głosie. Wysiadłam z samochodu i udałam się w stronę głównego wejścia. Nie miałam pojęcia jak opisać ten pałac, po prostu mi się nie podobał. Wyglądał jak każda inna tego typu budowla, była ogromna, miała ze trzy piętra i prawdopodobnie miliony pomieszczeń na nich. Skupiłam się przez chwilę na miejscach, gdzie wcześniej stało pięciu ludzi. Nie było po nich śladu. Jedyne co ledwo udało mi się zauważyć to drobinki piasku, ale nie byłam pewna czy nie były tu wcześniej. Zaczynałam powoli żałować, że poubieraliśmy się w bluzy. Było bardzo gorąco, lato dawało o sobie znać. Pesty otworzył drzwi do pałacu, a my posłusznie weszliśmy za nim. W środku również nie zastaliśmy nikogo. ,,Pestka wykonała swoje, co?’’ – pomyślałam ucieszona.
- Balkon na którym pierdoli głupoty znajduje się na drugim piętrze, chodźcie za mną! – Zachęcił nas ręką. Podążaliśmy za nim krok w krok, w międzyczasie rozmawiając o samym układzie pomieszczeń w pałacu. Wszędzie na ścianach, suficie czy podłodze miał różne rodzaje dywanów. Były bardzo puchate i miały różne kolory, nie potrafiłam nawet zliczyć ich wszystkich. Kiedy dotarliśmy do drzwi prowadzących na balkon, było już za późno. Nuklur skończył swoje przemówienie. Tak przynajmniej myślałam do momentu, w którym usłyszeliśmy dziwny dźwięk w jednym z sąsiednich pokojów. Natychmiast udaliśmy się w jego stronę. Przed nami znajdowały się ogromne, śnieżnobiałe drzwi. Pesty otworzył je z jednej, Jacub z drugiej strony, a następnie ujrzeliśmy ogromną, czarno-białą salę do obrad. Wprost nas siedział Nuklur, z nogami założonymi na stole. Za nim znajdowała się jakaś postać przypominająca krewetkę, jednak z widocznie zaznaczonymi, ludzkimi mięśniami.
- Zabawmy się, Kero Kero Bonito! – Wykrzyknął w naszą stronę, kiedy drzwi za nami zamknęły się z hukiem.

Komentarze